Wypadałoby kiedys coś tutaj zmienić..ale w sumie..
Po co..?
- Mood:
chipper
Tymczasem Yoki zwiedzała sobie dom Many.
--Whooo!! MANA!! to jest zajebiste.. Ale do czego słuzy?--powiedziała dziewczyna macając jakiś czarny(no bo jaki inny xD) przedmiot.
--To są zwęglone szczątki ręki naszego pierwszego gitarzysty, nie wiemy dlaczego się spalił..
--Aaaa !! --krzyknęła i upuściła domniemana część ciała..
--Podejrzewam--kontunuował niezbity z tropu-- ze to była pierwsza nieudana próba odszatanowywania w wykonaniu Gackuto ^^’
--Dobrze teraz przejdźmy do sypialni... --stwierdził gitarzysta bez ogródek i zaprowadził ją do obszernej wykładanej atłasem sypialni. Na środku stało olbrzymie lóżko z baldachimem (czarnym xD) sciany były fioletowe.. Lecz tam gdzie wpadało poranne światło wszystko mieniło się szkarłatną czerwienią.
--Slicznie masz tu. Ja tu mam spac czy coś? ej--zaczerwieniła się lekko--... ale nie mam piżamy ani nic.
--To nie problem mam kilka zapasowych na niezwykłe okazje ^__^--mówiąc to otworzył mega szafe i wyciągnął kilka koszul nocnych.
--Wolisz tą z falbanami czarnymi, czy może tą czarną obwiązaną niebieskimi falbankami, a może różową?
--CO ?!--dziewczyna aż sie zachłystnęła..
--Nie nic, taki żart sceniczny. To co wolisz...
--Eee... A masz coś w czym śpiąc bym się nie udusiła XD?
Po tych słowach dostała w miare nieudekorowaną czarną atłasową piżamke.
Mana gdzieś się zapodział wiec spokojnie przebrała się, nie miała nawet siły wziąć prysznica...
Walnęła się do łóżka i myślała o dzisiejszym dniu...
Leżała naprzeciw drzwi co było złym pomysłem bo gdy ponownie wszedł gospodarz domu, dziewczyna piskneła, i dławiąc się śmiechem turlała po lóżku.
--Doprawdy...Nie rozumiem dziewczyno co cie smieszy -_-'
--Omg Mana-sama WTF z twoim strojem!! -- Kiedy się troche opanowała spojrzała z obawą jeszcze raz na Mane który zdezorientowany stał w ZWYKŁEJ turkusowej koszulce i normalnych DRESOWYCH spodniach.. Które przyciągaly wzrok swoim luźnym kształtem i oczojebnym czerwonym kolorem.
--No co ty sobie myślałaś że będę uprawiał jogging w sukience...--naburmuszył się lekko i odgarnął kosmyk włosów z bladego czoła...
--No.. w sumie to tak... ! Nie podejrzewałam że ty potrafisz nosić takie spodnie i kolory xD
--Przynajmniej uniknę pogoni fangirlów.. Tymczasem ty sobie spij bez krępacji. Jeśli coś będziesz chciała to dzwoń lokaj(Kozi-Gackt) przyniesie... --starannie i po cichutku zamknął drzwi..
A ona...Została sama.. Ze swoimi myslami...
Troche chaotycznymi przez strój Many.. Wiec nie mogła wymyślić nic mądrego odnośnie Niebieskiego..
W domku jrokowców gdzie odbywała się impreza...
Panowała totalna destrukcja, i ogólny syf... Na ziemi walały się jakieś szczątki jedzenia, wszędzie chrupały chipsy...Albo szkło tego nie dalo się rozpoznać..I trzeba było chodzić dosyć ostrożnie jeśli chciało sie mieć całe stopy a nie mielonkę.
Gackt porzucił Yoru na rzecz odszatanowywania róznych rzeczy albo ludzi...
Toto doszedł do siebie...Zeslizgnął sie z kanapy...I upadł prosto na śpiącego Kyo..
Zachichotał cichutko i cmoknął go w policzka..
Kyo zamachał ręką jakby odganiał natrętnego insekta... Co niespecjalnie osłabiło zainteresowanie nim..
Został ponownie cmokniety tym razem w nos..
--Co do choleee...--nie zdązył dokończyć gdy jego usta zetknęły sie z czymś miekkim i wilgotnym...Momętalnie otworzył oczy myśląc że to coś lepszego niż...mandarynka.
--Toshi..ty jesteś dalej pijany...--odepchnął chłopaka i sam lekko sie zataczając poszedł w kierunku zdewastowanej kuchni..--Ale to wszystko obskurwiałe...
Toshimasa został sam w pokoju... Ze zranionymi uczuciami i rysa na psychice spowodowana przez wokaliste.
Podniósł wzrok ktory spoczął na Rukim który obserwował go ciekawie z pod blond czuprynki, ostatecznie pogłaskał Tosha po łebku i poszedł dalej...
- Location:knurów
- Mood:
silly - Music:TOKIO HOTEL (lmao)
W tym samym czasie...
Aoi biegl po dużej polanie...Boso... Słoneczko świeciło..
Razem nim biegła śliczna dzieweczka z owieczką..
Trzymali się za ręce.. Nagle jego ręka stała się cała mokra.. To duży pies zaczął go lizać...
Potem skoczył na niego, że aż się przewrócił i obślinił mu całą twarz...
--Złaź ty potworze złaź ze mniiieee!!—Aoi miotał się w pościeli
--Myślałem ze ci się podoba...?
Na jego brzuchu siedziała osoba bynajmniej psa nie przypominająca...
--URUHA!!!!!!
--Tak hehe to moje imie ^__^
Aoi niewiele myśląc zepchnął gitarzystę z siebie, starł resztki bitej śmietany i ubrał się w pośpiechu..
*Boże co się tutaj działo..Co ja..? Co on mi robił?!Uhh...*--myślał gorączkowo Aoi-san..
Zbiegł na dół gdy nagle stanął jak wcięty...
*Mana z Yoki?
Rozmawiają ?! * --Aoi był w lekkim szoku. Jego zdziwienie i przerażenie pogłębiło się kiedy Mana-sama ujął dłoń dziewczyny i nasunął jej pierścionek.
--Co wy do cholery robicie ?!--wykrzyknął chłopak.
Yoki zawahała się i już chciała coś odpowiedzieć ale Mana był szybszy.
Odpowiedział wiec mu stanowczym i rzeczowym głosem.
--Oświadczyłem się jej...-powiedział Manatabu grobowym tonem.
A tym miejscu Aoiemu lekko ugięły się kolana...
--Że coo...?
Yoki stwierdziła że w sumie może się zemścić i też Manie przytaknęła, który się podejrzanie uśmiechnął (czytaj podniósł wargę o
Aoi żeby nie tracic w ich oczach uznał że nic się nie stało.
Niemrawo się uśmiechnął..
--No to gratuluję...--Powiedział i poszedł spowrotem do Uruhy..
Nastała cisza przerywana zgrzytem wentylatora i odległymi krzykami niedobitych j-rockowców..
-Cholera jasna! Co to ma być...--Myslał Aoi..--Najpierw mnie mami przez cały wieczór, gadamy sobie w basenie jest jednym slowem fajnie a tu..Cholera!!I to jeszcze z Mana!! Co z tym światem.
Wszedł po schodach otworzył drzwi pokoju z którego poprzednio wybiegł...
--Ooo... Syn marnotrawny jednak wrócił?--wyszczerzył zęby Uruha.
--Daj mi spokoj...
--Co się stało--ton Uru się zmienił.. Może jednak nie był bezdusznym zapatrzonym w sibie pięknisiem. xD
--Nie nic...Dziewczyna która mi się podobała wlaśnie się będzie żenić z MANA!! Wyobrażasz to sobie??
--Oh.. Oh.. Em... Heh to ja się czuje winny--wyszeptał Uru
--Dlaczego ?
--Bo ona nas chyba widziała.. Ale nie wydało mi sie to jakieś ważne no bo w końcu...--Nie dokończył bo Aoi znowu popędził na dół żeby się wytłumaczyć..
Tyle że jej już tam nie było... Aoi załamany usiadł na stole w kuchni i poczuł że jakaś ręka dotyka jego szyji. To był drugi gitarzysta z resztkami smietany na włosach i twarzy xD
--Nie martw się odkręcimy to jakoś i znowu będzie ci ubóstwiać... I ten.. Przepraszam bo to moja wina bo ja zawsze źle trafiam..--prawie się rozpłakał
--Taa... Teraz za późno na ‘przepraszam’.. --Aoi odwrócił się do kolegi z zespołu i obserwował go.Podszedł do niego i zgrabnym ruchem ręki wytarł mu z policzka resztki smietany, na co tamten lekko przymknął powieki tak jak gdyby sprawiało mu to przyjemnośc.
--Nie przestawaj...-wyszeptał i zaczerwienił się lekko...
--Oh Uru... Ja.. Ja nie mogę... Nie wiem, co mam robic czuje się taki rozbity..
Reka Aoi’ego zastygła na policzku chłopaka tak jakby sam nie wiedział co ma zrobić..
- Mood:
silly - Music:SUJU
Aoi-san spał sobie smacznie w swym wielkim łózku ,nawet nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje naokoło niego...
A działo się dużo.
W sumie było to zamieszanie jednoosobowe, ale ruch był jak za 5 ludzi xD.
Uruha szykował się do snu...
Wcale mu nie przeszkadzało ze w łożku ktoś leżał. Pewnie nawet Aoiego nie zauważył.. A może zauważył ale nie chciał się przyznać...
*diaboliczny smiech autorki opowiadania*
Tak więc Urusz dalej na ‘lekkiej’ kapie dostrzegł zarys butelki ze śmietaną xD.
--Oooo cudownie..A taki głodny jestem...
Otworzył i nacisnął spust do oporu...
Bita śmietana wypłynęła ceremonialnie z jego usteczek, co specjalnie go nie zmartwiło.
Ciamkał tą dawke śmietany i sięgnął po jeszcze...
Usiadł na łózku, gdy nagle coś się poruszyło w nim...
--Mhh...To tyy...?—spytał głos
--Aha—powiedział Druha z ustami pełnymi bitej śmietany—Chcesz też?
--Mhmm ale chodź już spaaać...
Po chwili z drugiej strony było słuchać lekkie chrapanie.
Urusz jak to Urusz za nic miał innych uczucia.
Ściągnął z owego ciała kołderkę stwierdził z uśmiechem że to jego kolega i że jest mhh nieprzytomny z leksza...
--No to wreszcie jesteś mój—rzekł Uruha z diabolicznym uśmiechem...
Usiadl okrakiem na Aoiu ,wylał resztki śmietany na jego brzuch ,pochylił się i delikatnie scałowywał śmietanę z jego smukłego ciała...
Aoi nawet nie drgnął...
Więc Uruha kontynuował... Tym razem zbliżał się do jego szyji i ust...
Yoki tymczasem wyruszyła na poszukiwanie Aoiego...
--Ta sypialnia...? Nie tutaj już ktoś leży.. O kolejna nie, zamknięta..—tak mrucząc sobie pod nosem chodziła po piętrze ,aż natrafiła na właściwe drzwi...
Jednak wolałaby tam nigdy nie wchodzić...
Zatrzymała się w drzwiach i patrzyła na nich...
Nie wiedziała co ma robić...
Miliom mysli kołatało się w jej glowie..
Przecież on nie mógł... I to z facetem...
Tak jak bezszelestnie weszła, tak samo bezszelestnie wyszła...
Ze łzami w oczach ze złości zbiegła schodami i wybiegła na balkon...
Tak się zupełnie rozkleiła...
--Zły dzień. . . ? --zapytał glos za nią...
Postanowiła że niech się dzieje co chce ale opowie mu wszystko...
--Mhh.. na takie problemy najlepsze jest winko...Zapraszam – i chwycił ją za ręke, prowadząc do kuchni w której nikogo nie było...
Pili w milczeniu...
--Mana?
--Mhh...?
--Czemu ty nic nie mówisz na wywiadach?
--Ponieważ to buduje moją mistyczną aure... To daje mi Sex Appeal... xD a Pozatym używam MSN a fani o tym nie wiedzą więc jest OK. ^__^.
--Oh.. Ciekawe xD.
Pili w milczeniu dalej...
--Mana...?
--Mhhh...?
--Mogę przymierzyć twoje pierścionki xD ??
- Location:...
- Mood:
aggravated
Cos zaczął do nich dupić ale nawet nie dokończył bo jego usta zostały wypchane wielkim włochatym ręcznikiem, a sam Gackt wypchnięty z pokoju.
Natomiast Vach-san zajął się tym co przed chwilą zaczął... Muahahaha XDD
[na prośbę pewnej osóbki cenzurka...:*]
W ubikacji...
-Rukii...Czemu mi tak niedobrze błee to była tylko czyyyyystaaa...-spytał Urusz..
--Mnie się pytasz...? Jesteśmy w drastycznym położeniu.. Ja nie wiem.. Kto robił te cholerne kiełbaski?
--Jak myślisz że to były kiełłłbaski to to myśl tak dalej...
--Yyy.. to co to było...?
--Ruki kochany... Bou miał je w ręce.. Ja wolałbym nie wiedzieć na twoim miejscuuu..- nie dokończył bo przerwały mu dziwne odgłosy od strony Rukiego xD.
--Jezu Ruki...Ileś ty tego się nażarł...—Urusz był w ciężkim szoku że w takim małym człowieczku mieści się tyle.. Róznych rzeczy XD.
Jednakże olał zarzyganego kolegę i chwiejnym krokiem poszedł w kierunku kuchni z zamiarem wlania w swój skacowany organizm kropelki wody...
Po cieżkich próbach dostał się do owego miejsca otworzył zamrażarkę wyjął jakąś wodę, lub coś co to przypominało, i z uśmiechem na twarzy wysączył całą..
Nastepnie swe chwiejne kroki pokierował na góre..
W basenie...
Miło mijał czas na rozmowie i nie tylko ^_^, ale Aoi-san poczuł się lekko zmeczony tym wszystkim.
Pozatym kilka j-rockersów latało naokoło basenu...
--Wiesz Yoki.. jakoś dziwnie się czuje chyba wino uderzyło mi do głowy.. Idę się położyć.. Jeśli coś to będę w którejś z sypialni..
--Okee.. Ja tutaj jeszcze zostane, albo pojde zobaczyć co z reszta chłopaków.. Bo wcale zmęczona nie jestem!
--Yhy.. to pewnie przez tego RedBulla haha xD
I zabrawszy swoje rzeczy szybko się ubrał i zygzakiem pomknął na góre domu do części sypialnej.
Wszedł po schodach do domu, z kuchni zabrał bitą śmietanę ,myśląc ze może się przydać xD. Otwierał kolejne sypialnie sprawdzając zawartość... Aż natrafił na pustą, duża sypialnie z jednym łóżkiem z baldachimem no i własną łazienką...
Wszedł do łazienki ogarnął się troche, czytaj poprawił czarna kreseczką obramówki oczka.
Postawił śmietanę na stoliku nocnym,zgasił światło i natychmiast zasnoł..
W tym samym czasie Yoki wygramoliła się z basenu, zabrała swoje rzeczy, znalazła jakiś suchy ręcznik i poszła się ubrać...
Wchodząc głownymi drzwiami potknęła się o nieprzytomnych Bou i Kyo...
--Boże.. Kyo!! już wiem dlaczego cie zamykają w szafie... xD.
--Yokiiii!!!—usłyszała swoje imię gdzies z oddali.. Za chwilę wołanie nasiliło się i obok siebie zobaczyła pijaną Ookami i jeszcze bardziej nawalonego Miyaviego..
--Noo chyba się dobrze razem bawicie coo?
--Nyaa jest bossko... – stwierdziła Ookami wieszając się na Miyavi co spowodowało spektakularny wypadek.
--Ookaaami..Znnoffu nie będziemy się umieli poddnieśśść –wybełkotal Miyavi.
--No fakt.. Toshiya został przygwożdżony do ściany... A Shin eemm.. heheh? Nie wiem cos się z nim stało...
Yoki nawet nie słuchała do końca, tylko pobiegła do pokoju i to co zobaczyła lekko ją przeraziło.
Toto przybity 3 nożami do sciany wisiał jak Jesus...
Obok niego stał Gackt z wyrazem twarzy wyrażającym żądze mordu xD.
--Gaaaackt!! Co ty robisz odczep go!
--Nie.. ja wiem on jest antychrystem, spójrz jak wisi ^__^.
--Zdejmij go albo ja to zrobię.
--Nie, nie pozwalam!Aaaa złoooo!!!
--Kopnij go...—zasugerował chłodny glos zza dziewczyną. Oczywiście nalezał do Many.—Odsuń się, ja to zrobię.
Mana odepchnął oszołomioną dziewczyne która nigdy w zyciu nie słyszała tak długiej wypowiedzi z ust Many. Podszedł do Gackta, który z doświadczenia odsunął się na bezpieczną odległość.
Toto wylądował na ziemi, ale się nie poruszył. Wyglądał jakby był w jakimś transie XD.
To nie było dla Many żadną przeszkodą żeby chwycić jedną nogę chłopaka i przeciągnąc go w okolice kanapy na której siedział Reita z Yoru.
--Jakby się obudził to dajcie mu wody...
--Okey!!—krzyknęli jednocześnie Rei i Yoru, nie odrywając wzroku od pewnej Niemki znanej jako Belausche Rita. xD.
--Boże.. Ale ona jest obleśna—Stwierdził Reita zagryzając przy tym zimną pizze.
--Noo...—Yoru była w lekkim szoku
*Ci ludzie mnie przerażają*--pomyslałą Yoki i wyszła z tego salonu rozpusty.
Mana spokojnie wrócił do gnębienia Gacka,który nie wiedział gdzie się schować wiec uciekał przed nim krzycząc coś o opętaniu.
Natomiast dziewczyna chciała wsiąść chociaż krótki zimny prysznic który by ja otrzeźwił...
Niestety łazienka była dalej zajęta przez Rukiego.
--Rukiiiii!! Wypiepszaj z tąd... Inni też są potrzebujący...
Zadnej odpowiedzi zza drzwi...
Delikatnie nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi..
Widok był nad wyraz rozczulający...
Mały biedny Ruski siedział w kącie wielkiego oszklonego prysznica i chyba nie mógł wyjść...
Biedactwo było całe przemoczone, biała koszulka z napisem ‘Gaze Rock Not Dead’ przylepiła mu się do ciała, a włosy mimo ogromnej ilości żelu i lakierów klapły.. Makijaż też nie był zachwycający..
Takie małe Japan Emo w kącie xD...
Gdy tylko zobaczył że dziewczyna weszła poderwał się na nogi, już całkiem trzeźwy xD i coś krzyczał...
Tyle że przez te szkło praktycznie nie było go słychać...
Dziewczyna podeszła szyby nie mogąc powstrzymać smiechu, co jakoś nie zadowoliło Rukiego.
W końcu znalazła zaklinowaną klamke i otworzyła drzwiczki.
Chłopak wpadł na nią wieszając się na szyji, cały dygotał i był cholernie zimny...
Yoki wzięła jakiś ręcznik i go nim owinęła...
--T..To oni...Mi z...zrobili –wystekał zziębnięty chłopak
--Oni czyli kto?
--Alice Nice!! jak tylko dojdę do siebie to to..Zabije ich!—emocjonował się Ruki-chan...
--Haha, moim zdaniem sam im nie dasz rady, oni pod wpływem alkoholu są jeszcze groźniejsi, lepiej idż się wysusz i popraw makijaż hahaha xD
--Nie ładnie się tak śmiać.. Mogłem tam zginąć xD Zamarzł bym, pod tą ścianą. Ale obciach by był xD.—Ruki też zaczął się śmiać
ciąg dalszy nastąpi haha XDD Ale ja z tym jade. szok :)))
- Location:kraina zła
- Mood:
satisfied
Nawet Vachu nie dał im rady.....
Ruki ,Aoi i Yoki stali w kącie sali i mieli z tego niezły polew.
--Ona wygląda jak Kai kiedy uciekał przed Bou—salwy śmiechu..
--Anoo.. haha ona mnie zabije za te urodziny haha miało być kameralnie.
--Ee nie dygaj przecież jest.. A że się tam 10 osób w tę czy wewtę znalazło to mały pikuś –Aoi jak zawsze optymistycznie nastawiony do świata. XD
Nagle coś jebło drzwiami.
-WTF ?!—wszycy pobiegli pod drzwi wejściowe i ujrzeli chłopaków z Dira i reszte składu Malice Mizer co Mana skwitował wywróceniem oczu na drugą stronę....
--Ee.. No Okey to teraz mamy znowu kilku niezapowiedzianych gości, o patrzcie zjadają nam tort..- wypowiedź Aoi-sana przerwało kolejne walnięcie drzwiami i coś piszczącego niezrozumiale wtoczyło się do salonu...
--Ookami ?!
--Yoki ?!
--WTF ty tu robisz...?
--Mevers...Kyo...Aaa mogę mogę mogę zostać?^__^
-- Yyy no pewnie ^__^ będzie weselej chociaz z Miyaviego nie będziesz miała pożytku bo on od godziny gra w Nitendo... Hehehe
--Spoko ja to opanuje—i wyszła
Bibka powoli się rozkręcała każdy znalazł jakieś pożyteczne (Kai sadził swoje ziarenka..) albo mniej pożyteczne (Kirito i Bou zniknęli gdzieś w ogrodzie z głupimi usmiechami...).
Tak samo, Yoru i Gackt chyba gdzies umarli w miłosnych spotach na poddaszu...
Yoki wyczerpana usiadła wraz z Aoim na pufach. Wiezli jakieś drinki i rozpoczęli dawno odkładaną rozmowę..
Niefortunnie nie zauważyli że siedzą ewidętnie pod głośnikami XD.
A na scenie z podejrzanym wyrazem twarzy stoi Mana...
W sumie widać było tylko zmrużone oczęta.. No bo usta jego nigdy nie zmieniają kształtu no, nee?
Chwycił pierwsza lepsza gitarę ,podłączył wzmacniacz i uderzył w struny...
Huk był ogłuszający, zestresowany Miyavi wpadł na Ookami ,która się właśnie do niego podkradała z butelką czystej.. Tak w razie czego żeby go spić ^__^.
Wylądowali razem na podłodze, co w zbudziło aprobatę u Uruhy ,który niewiele myśląc skoczył na nich i oplótł ich swymi udami XD.
--Złaź Uru!Jesteś nawalony... I umazany tortem...
--Mnie to tam pasuje –powiedziała do siebie Ookami, bo bo przez Uruhe Miyavi jeszcze bardziej wgniatał się w jej ciałko..
W tym samym czasie Yoki dostając histerii spowodowanej poczynaniami Many, oblała Aoiego winem.
--Kurwaaa!!!!! Mana głosniej się nie dało...Ojjjj—Krzyknoł Aoi widząc lecące w jego strone wino xD
--Gomene,gomen... Ja nie chciałam.. Ja ,ja ci to wypiorę...
--Daj spokój nic się nie stało, to przez tego pacana w spódniczce... Nie wiem jaki kurwa on miał w tym cel, każdy ci to powie...XD
--Ściągaj to to ci pójdę uprać i szybko wyschnie...—Genialny pomysł poskutkował...
--Tutaj mam się rozebrać? Mhhh to już może lepiej wyjdziemy na taras czy gdzieś, tutaj tak tłoczno...
--Tak tak jestem jak najbardziej za...—Oczka dziewczyny zaświeciły się z ekscytacji...
Wyszli na taras...
Był już późny wieczór, ale słońce jeszcze całkiem nie schowało się za horyzontem.
*Śliczny widok—pomyślała Yoki...—Ah co ja dupie o widokach.. Widok to ja mam obok mnie w mokrej koszulce xD, i musze coś z tym zrobić...*
--Aoi...?
--Nom..?
--Idziemy popływać ^__^?
--Tutaj? Ale co nie mam stroju jak ty to...Heehe...XD Ale z ciebie mały perwer jest... To co ściągać wszystko do naga?
--Oszalałes! Hhaha nie no... I tak byś tego nie zrobił...
--Tak myślisz?—Aoi zabrał się za odpinanie paska od spodni... A zaraz potem kołysając bioderkami zsuwał boxerki...
--Dobra wierze!—krzykneła.. *jezuu.. jeszcze chwile a musieliby mnie reanimowac, aaa, Aoi-chan..*
Dumny chłopak naciągnął spowrotem bielizne i wskoczył do basenu, dziewczyna zrobiła to samo...
--Um.. to co z tą bluzką...?
--A kto by się teraz bluzką przejmował—i podpłynął bliżej niej.
*Ooo matko czy to ten alkohol czy to on tak robi ze kreci mi się w glowie...A może jedno i drugie*
Spojrzała na jego słodki uśmiech i lekko mokre włosy, które miała ochote dotknąc..
Lecz on pierwszy ją objął i cmoknął w ucho..
--A to za co?
--Bo jesteś taka słodka.. Znaczy taka inna niż dziewczyny które znam, nie mówiąc już o fangirlach...
--Miło że tak twierdzisz.. Ale zapamiętaj to sobie ja i słodka dziewczyna to 2 rózne rzeczy..
--Ale teraz akurat jesteś taka słodziutka w tym samym staniczku z czarnej koronki ^__^ --chlast Aoi zlądował pod wodą...
--No bardzo zabawne...—Aoi wynurzył się z pod wody, włoski zabawnie mu się poprzylepiały na twarzy...
Wiec odgarnęła mu je i dala buziaka w usta....
Natomiast w domu panował totalny rozpiździel...
Bou razem Kyo zlał się w trupa i leżeli na wycieraczce śpiewając jakieś hymny..
Reita olał wszystkich i oglądał TV TurhishsSx24 pożerając ogromną pizze i popijając to czymś co wyglądało na odgazowane piwo...
Kai zasnoł nad swoją doniczką, ale wcześniej posegregował je według wielkości i szybkości rośnięcia.. Biedny Kai chyba ma jakieś obsesje maniakalne na punkcie porządku, wiec lepiej że śpi bo Miyavi z Ookami rozwalili waze, i rzucali nożami w ścianę...
--Ookami daaaawaj!!! Aa Aaa! Musi się wbić przynajmniej na 2,5 centymetra—emocjonował się Miyavi, podskakując dookoła dziewczyny, depcząc przy tym resztki tortu i czegoś niezydintyfikowanego...
--Twoje ADHD jest większe niż moje.. To zadziwiające XD Hahaha
Natomiast pod tą samą ścianą zataczał się Toshiya...
Chyba czuwał nad nim Bóg lub jeszcze coś innego że nie oberwał nożem w swój święty zadek,albo główkę ^__^...
A Mana.... Naszego lolitke gdzieś wcieło po tym jak Reita rzucił w niego poduszką.
Cóż.. Chyba nie przywykł do takiego traktowania, bo to zawsze On tłukł innych..
Szczególnie Gackta...
Właśnie a co robił Gackt?
--Ja już nie mogeee...Niedobrzeeee skończ śpiewać....—Skomlała Yoru...
--Ciiii... Ja tu widze małe diabły!
--Ide z tąd jestes opętany...
--Oo nie ty też!!Opętały cie ja cie odszatanuje zaraz...hej czekaj!! Nie uciekniesz mi...XDD
Yoru zeszła po schodach przeszła obok łazienki w której chyba za jakieś złe uczynki pokutował Ruki z Uruha...
Przeszła do salonu... I razem z Reitą zaczęła oglądać TVTurkishSex24 ^__^!
Natomiast Gackt w swym szale odszatanowywania domu wpadł do pokoju w którym grzecznie,no bo jakby inaczej, siedzieli Aś i Vach-san...
Cos zaczął do nich dupić ale nawet nie dokończył bo jego usta zostały wypchane wielkim włochatym ręcznikiem, a sam Gackt wypchnięty z pokoju.
C.D. zaraz bedzie.. :P
- Location:moja twierdza... :D
- Mood:
cheerful
Wszyscy spojrzeli po sobie z dziwnymi uśmiechami...
Nastąpił drugi ‘wybuch’ Miyavi już leżał pod stołem z przerażonymi oczętami...
- Mhh to ja może lepiej sprawdze co chłopcy robia—zaoferował się jak zwykle Ruki.
Podążył po przed duży hall do głównego pokoju... I to co zobaczył przeszło jego najśmielsze marzenia, przepraszam koszmary.
-O mój Boże.. Co Wy Zrobiliście z nasionkami Kaia?!On teraz umrze....
W tym samym momęcie wpadł Kai poślizgnął się na odłamkach i rypnął jak długi.
Otworzył oczy,rozejrzał się dookoła i jedyne co był zdolny wydusić w takim stanie to niezrozumiałe bełkotanie o jego nasionkach...
-Spokojnie Kai.. Najwyżej jak się pomieszają to wyrosną krzyżówki czy coś,nee?
-AOI!Ty mnie zadziwiasz!jesteś coraz głupszy od kiedy zadajesz się z Uruhą ponad 10h...!!!
-Ooo patrzcie Kai-chan bawi się w piaskownicy ^__^
-Przepraszam Aoi.. Jednak Uruha bije cie na głowę...-Wyszeptał dramatycznym głosem Kai i zabrał się do sprzątania nasionek, ziemi i kawałków doniczki....
- Tragizm w siedmiu aktach - powiedział Mana dramatycznym tonem.
Reszta skwitowała to wzruszeniem ramion i pognała do salonu...
No tak.. przecież jeszcze zostało z 200 kolorowych cukierkowych baloników do nadmuchania..
Mana tradycyjnie usiadł w ‘swoim’ fotelu a Kozi przypinał jakieś czarne wstążeczki, a gdy tylko ktos chciał zmienić ten mroczny wizerunek na cos kolorowego.. Cóż nie trzeba się domyślać że Mana-sama sobie w kasze nie da dmuchać...
I tak oto po pół godzinie wszystko było czyste lśniące no i ogólnie gotowe na imprezę urodzinową, z której pomału robiła się niezła bibka...
Tymczasem w aucie...
Asia oparła swoją złotą głowke o szybe i myślała gdzie ja Vach-san wiezie, w sumie mogła się domyśleć bo okolica należała to tych ‘lekko’ odpicowanych jak w Bevery Hill czy coś... Ale nie to nie w jej stylu...
-Ok. wysiadaj musisz się porządnie ubrać...
-WTF ?! Czy ty mi sugerujesz ze jestem obleśnie ubrana?
-Nie nie--Vachu zasłaniał się przed jej pięściami-- ale wiesz wioze cie na przyjęcie... I musisz odpowiednio wyglądać...
Dobra w tym momęcie przerywam opisywanie zakupów bo to jest bardzo nudne , ogólnie zajęło jej to z 30min bo napaliła się na jedną sukieneczke.
I w tym Momocie mogą już jechać na przyjęcie....
Haha bibkę, schadzkę czy co tam sobie chcecie...^_^
Tymczasem w domu..(jakoś ciagle powtarzam slowo tymczasem...)
A więc w domku...(Nie zaczyna się od A Więc!)
*Ruki zamknij się... bo cie uśmierce...*
* Ok.. Sorry ^_^*
No więc...
-Czy wszystko już gotowe transparenty i takie tam duperele?--Spytała Yoki,która jako jedyna z Rukim brali te przedsięwzięcie na poważnie, bo inni mieli to totalnie w dupie.
Taki Bou był szczęśliwy jeśli dostał żółte i różowe markery i mógł gonić Kaia... Który nie był tym ucieszony, ale przynajmniej nie przeszkadzał
innym...
Miyavi otrząsną się z traumy spowodowanej rozwaleniem 2 donic i grał z Aoim w Nitendo ^_^.
Wreszcie usłyszeli odgłos zamykanych drzwi auta...
-Idą idą!- w pokoju zrobił się lekki popłoch wśród j-rockerów
-Boże ,to będzie totalna klapa—Stwierdziła Yoki spoglądając na Manę,który złapał jej spojrzenie i zmierzył swoimi boskimi oczami...—O matko, ten facet doprowadza mnie do dygotania brr...XD
Otworzyły się drzwi wejściowe...
Iii....*chwila ciszy i nabierania oddechu...*
Rozległo się ogłuszające STO LAT!!
Happy Birthday, Janam Din ki badhai!!!(i co tam jeszcze chcecie XD)
Po kilku minutach nie można było rozróżnić ,kto co krzyczał, po prostu darcie mordy w 3 akordy
Bou dorwał gitarę Aoiego, co zostało przez właściciela zauważone.
Asia stała w lekkim szoku, obserwowała to zbiorowisko kolorów, cukierkowatości, i ogólnego szaleństwa...
--Omg..? co tu się dzieje?--zapytała kiedy hołota ucichła..
Ale nie było czasu na odpowiedzi gdyż do pokoju wjechał olbrzymi tort z 18 świeczkami...
Asia uniosła wzrok z nad niego i znacząco spojrzała na Yoki,która już delikatnie się oddalała pozostawiając jej plastikowy nóż do krojenia.
Plastikowy dla tego że Aś pewnie chciałaby w nią nim rzucić, a pozatym pozostawiony sam sobie posłużył by jako niebezpieczne narzędzie Manie, który pragnie zamordować kilka osób, szczególnie Gackta...
--Em...dzieki wam... Yyy. To wiele dla mnie znaczy no..To jedzcie juz.. – Aś stwierdzila ze nie będzie się rozwlekać z podziękowaniami a jedzenie zajmie tym japończykom trochę czasu więc nie będą jej molestować życzeniami..
Przeliczyła się.
Za nią stał dostojnie Mana-sama z zamiarem złożenia jej osobiście życzeń...
Schylił się i wyszeptał jej kilka słów do ucha, co musiało być samo w sobie traumatycznym przeżyciem dla biednej Aś... Ponieważ nawet kiedy on odszedł stała w lekkim szoku na środku sali.
Gdyby wtedy uciekła.. Ocaliłaby swoją czysta twarz XD.
--Heej a jej nie złożyłem życzeeeeń—wydarł się Uruha. I razem z Bou umazani kremem z tortu obskoczyli dziewczyne z zamiarem ucałowania jej.
Nawet Vachu nie dał im rady...
- Location:Knurów
- Mood:
busy - Music:miyavi of cours !!!!!
-Szaaaaaaa!! pierwszy dzien wakacji razem! Zaczyna sie nasza wielka przygoda. musze musze ci cos powiedziec bo..
-AAAA! Milcz! Ohh skoncz juz i daj sie człowiekowi wyspać chociaż w wakacje...-wysapała z pod kołdry Aś
-Jestes pewna? - skoczyła i uderzyła poduszka w jej głowe, kontratak był natychmiastowy.
Yoki wylądowała na ziemi.
-Ne to ne.. ale bedziesz załowac -pozbierała sie z dziwnym usmiechem i wyszła z pokoju
-Mhh z kim ja sie zadaje --powoli podniosła swoją blond głowke i odgarneła włosy z twarzy--musze coz nimi zrobić są okropne!
Ledwo narzuciła szlafrok w rózowe świnki a na dole dobiegł ja trzask drzwi frontowych.
-Wtf! kogo o 9 rano niesie.
szybko rozczesała wlosy i cicho stąpając podeszła na kraj schodów.
Na dole słyszała jakieś 2 glosy...których nie mogła rozpoznać.
Nagle coś czarnego złapało ją za reke i pociągneło na dół.
Aś prawie sie zabiła bo pędzili z zawrotną przędkościa w dół krętych schodów no i ten cholerny długi szlafrok...
-Supriseee^^! -wykrzykneły chórem 4 osoby i zaczęły spiewac Happy Birth Day^^
-Omg omg co co. YOKII!- ąs zaczeła przyzywać lekki szok i traume
-- on no nie chciałaś nic wiedzieć rano wiec sobie poszłam-- powiedziała Yoki z rozbrajającym usmiechem
-- ale moglas e no wczoraj cos--zaczeła gorączkowo szeptać, gdy 3 osoby zza stołu patrzyły wyczekująco.
-wczoraj miałas taka kape ze nic nie docierało.. nie pamietasz hehe a teraz powiedz dziekuje!
-yy dzieki wam hehe pozwolicie ze pojde sie ogarnąć..?
--nie no co ty tak jest perfekcyjnie^^ -- Vach -san podszedł do niej i dał gorącego causa w policzek, co zaowocowało gwizdami w kuchni.
-No to co moi mili sniadanko ^^- zaproponowała Yoki, a reszta chołoty już siedziała przy stole z wyczekującym wzrokiem
-Ee noo zwariowaliście przeciez gotowac nie bede ! --żąchneła się- podnosić zadki i idziemy do baru mlecznego.
-Ale jestes niegościnna! Aś weź zrób jej coś...- wypalił Aoi ale te slowa pozostały bez odpowiedzi gdyż Aś wyjątwoko
szybko zmyła sie na góre z Vach-sanem ^^'...
-Titititi up up hamster mix titit... -jeb w łeb z blizej nieokreślonego przedmiotu.
-Za cooo!?
- Kai rozumiemy excytacje z tego iz idziemy do baru mlecznego ale prosze nie umilaj nam az tak bardzo tego dnia, bedziemy
ci bardzo wdzieczni!
--ej ja nie wiem co ci w tym przeszkadza. ten mix jest całkiem fajny..-stwierdził rzeczowo jak zwykle Urucha
--no własnie, ja to znam z jego komorki, zawsze jak dzwonisz to to tak spiewa ^^.
-- Omg Uru zmień dzwonek pliiis....- zrezygnowanie Aoiego siegało zenitu.
-Ej je ! Chlopaki no luuz luuz oke? Teraz wyskakujcie z kaski i robimy ściepe na jakieś naleśniki ^.^!
- myslalem ze ty stawiasz Oo!- Urucha był w wielkim szoku
- Kpisz?dziewczyna ma płacic za 3 dorosłych facetów? ha ha ha =P.
Tymczasem w pokoju Aś.... Było co tu duzo kryć dosyć gorąco.
Z łazienki wydobywał sie lekki obłok pary,nie ma to jak jackuzi w domu, no nie?
Łozko rozgrzebane, chyba nikt nie chce widziec co tu miało miejsce...
-Nooo ale te nalesniki syte - uśmiechnoł Kai
-- a ja tam bym cos jeszcze wszamał,a nie mam juz kasy..--burczał Aoi
--to ja ci jeszcze coś fundne,ale pamietaj masz u mnie dług- -mrugneła porozumiewawczo Yoki.
-Hey a nam nie chcialas kupic!Nie fair...
-Cóz widac nie macie tyle uroku co ja - Aoi nie mógł sie oprzeć zeby im nie dopiec.
Niestety ledwo co zjedli już musieli ruszać w powrotną droge, a raczej zadzwonić do Rukiego i Dejva jak ida przygotowania.
Jako najbardziej kompetentnego wytypowano drogą eliminacji Aoi-sana.
Uru zajął sie zbieraniem jakiś bierdoneczek czy kwiatuszkow.. jak to on twierdził "ZEby lepiej wygladało"
reszta nie wnikała o co mu chodzilo.
-Za ile...? No..No.. No tak słyszałem!! Nie potakuje.....mhh no,no..dobra nie drzyj sie tak nie mozesz miec gluchego gitarzysty!=P.
Ufff Skonczyłem z nim rozmawiać było ciezko... Chyba Mana go obserwowal bo jakoś glos się mu trząsł *chwila śmiechu*,
mamy być tam za jakies 3h i zabrać Reite aaaah i wypuścicć Gackta z szafy.
-OMG! macie Gackta w szafie ?!- oczy Yoki zrobiły sie wielke z przerażenia- ale on nie jedzie z nami?!
-Obawiam sie ze jest potrzebny do czegoś Manie...-wyszeptał cieżkim głosem Aoi.
-Dobra skupmy sie, ja i Yoki jedziemy po Reite, jakoś go przekupimy a wy jedziecie po Aś, Vach-men ją pewnie już no..
Rozruszał *perfidny uśmiech i kilka chichotów* wiec nie bedzie problemu ja wyciagnąc z domu, ale ciiiii zero agdania o imprezie,
bo to ma być niespodzianka ^_^.
-Yes sir!! ^__^
I juz zostali sami bo Kai i Uru pędzili do domu.
--nie boisz sie ich tak samych puszczać?-spytała Yoki
-nee zreszta oni sie boja Reity ^_^ -odparł pogodnie Aoi.
Aś już sie ubrała w spódniczke w zielona kratke, do tego jakiś czarny t-shirt.
Na dole dobiegł ja odgłos pukania, a raczej natarczywego walenia w drzwi.
-IDEEE! NOOO
Otworzyła tylko drzwi i natychmiast została porwana a za nią szedł Vach i delikatnie popychał w kierunku swojego mercedesa...
-Co do chol...- ale nie dokonczyła bo Vach wepchnoł ją do auta z wytlumaczeniem cos w stylu że jadą do kina, czy na zakupy, cos
jej kupić w koncu ma urodziny...
-Ojej ^^ super...
Zza auta pomachali jej Kai i Urucha...
--To gdzie jedziemy? Fosuc, SCC? aaa no powiedz mi ^^!
- Niespodzianka to bedzie prezent juz prawie gotowy ^_^ ale nic wiecej nie powiem...- a ze droga była dosyć długa Aś szybko zasneła.
W domu Gazeciaków...
--To ja po niego pójde... Mam swoje sposoby -odrzekł widzac mine Yoki- ty idz po Gackta..
Yoki poszła szukać dostatecznie dużej szafy w ktorej mogłby siedzieć człowiek...
--Tu nie...tu też nie... jezu może sobie poszedł?
Nagle coś przed nia w czarnym płaszczu wyskoczyło z teatralnym gestem z szafy naprzeciwko niej.
- a Buuu niewiastooo!
- to żeś wypalił...- dziewczyna poczuła zdegustowanie tym dziwnym facetem- chodz idzemy po reite i jedziemy z tąd...
- a bedziesz przy mnie, bo ja sie go boje...on mnie tu tu zamknoł *buuu*...
- taa? a myslalam ze ci sie w tej szafie podobało...
-khmm nie... Ojej ale ty masz delikatne ręce,a jakie ladne wisiorki Łoooo ^__^!!
-koleś śpiewasz Pop odwal sie O_o !- i szybko pobiegła za Aoiego i reite ktorzy własnie zschodzili ze schdów.
-Nie boj sie go jest niegroźny, wystarczy kopnąć- reita wykazywał lekkie sadystyczne skłonności względem Gacusia...
-mniejsza o niego, bierz go reita w pół i jedziemy wreszcie...
-Okey , a moge najpierw ogłuszyć- nagle zapał niezwykłym entuzjazmem.
--mhh cos mówiłes ^__^ ??
I pojechali w kierunku domu Aś i Yoki, po drodze zgarneli Uruche i Kaia..
Gackt telepotał sie w bagażnku co jakoś nikogo nie zmartwiło, a aUrucha dokarmiał do krakersami..
Tymczasem...
-Połoz to tuuuu!! Nie, nie to to kolorowe...aaa wszystko musze planowac sam...
-Ruki-chaaaaaan... ^_^
-Omg...Miyavi co chcesz...- rezygrancja,fruzstracja i co tylko siegało zenitu w małym ciele Rukiego
-Bo patrz mam tu balony, mam je gdzies dać??
-przypnij do barierek...
--A tam Bou coś szkicuje na ścianie widzisz ^^??
-Cooo ! Bou skoncz! Miales rysować na plakacie!
-ale plakat sie skonczył a jeszcze musze dopisać kilka literek i serduszek ^__^! Hihi
-O mamo... Dla nich trzeba tresera... albo lepiej wymienić im mózgi...
Miyavi wykazal sie niezwykłą mocą docierania do móżdżków Bou i Kanona i Hiroto.
Mana oczywiście siedział na najwygodniejszym fotelu na sali i obserwował wszystko znudzonymi perfekcyjnie pomalowany oczętami...
Miyavi nieświadom potęgi owej mrocznej postaci postanowił popowieszać obok niego jakies
cukierkowe kolorowe sweet balonki z cukierkami...jednak wystarczyło znaleśc sie w odległosci jakiegoś metra a wyczuwało sie aure
zła.. No tak przecież według gackta Mane coś opętało kiedy był dzieckim...
No bo przecież kiedyś nim był nim ,prawda??
-No wreszcie ,mysle ze jest skonczone... Mozemy odpocząć.
-Mhhhh Ruki chyba twoje ziomki przyjechały ^__^- - Yoru aż pisneła kiedy zobaczyła kto wysiada z owego auta...
--Moje kości czy wam całkowicie odbiło ?! Mnie mnie w bagażniku?! -nagle cos go szarpło do tyłu i uwiesiło sie na szyji
-Gakutoo ^__^ moze jakiś masaż skoro tak cie ci niewdzięczni ludzie obili ?
-Mhh Yoru a ze mna sie nie przywitasz ? _Yoki podeszła i spojrzała na nią
-Yyy... my sie znamy prawda , tak tak pamietam z Da ^__^
-Taaa ^^ To tera możesz lecieć molestować Gacka...
I juz ich nie było...
Weszli do domu tam panowała wielka entropia...
Myiavi stracił panowanie nad Bou ,który biegał z markerem i chciał Kaiowi dorysować okulary "Bo tak ładniej!"
-Reitaaaaaaa wez cos zrób jestem uczulony na składniki z markera, zrobia mi sie wypryski! *trauma*!
-glebaaaa *__* -reszta ludzi XD
-Dobra ja proponuje odejśc od okna bo jakby nie było jestesmy dośc popularni a takie stężęnie j-rocka w jednym domu, co prawda wynajętym i
na zadupiu, jest niebespieczne...
-eee ze co- Yoki troche straciła kontakt z rzeczywistością kiedy w oknie zamajaczyła postac Many i Miyaviego...
- jak co! kwiożercze FANGiRLE!--krzyknął Aoi-- aaa kto ostatni w salonie bedzie sprzątał po imprezie *hehehe*
No jak sie domyslamy Kai słabo biega *diaboliczny uśmiech*
-To nie fair...- w tym momecie do drzwi cos zaklupało, sorry a raczej ktoś bo to był dostawca z ciastem i %% ^__^!
J-rokowcy sie spręzyli i poukładali wszsytko w kuchni, Ruki przezornie zamknoł ją na klucz zeby Bou czegos nie rozpierdaczył *_*.
Nagle...
JEBUDUB!
-Bomba jezu wszyscy umrzemyyyy! Apokalipsa, albo gorzej fangirle sie dobijaja do drzwi! -Miyavi chisteryzował,
-Zamilcz wreszcie... --.--
-OMG OMG wtf ?! Mana gada! *gleba*-wszyscy
-Oczywiscie ze gada...-niewiadomo z kąd pojawił sie Gack z uczepioną do jego szyji jak młay wampir Yoru XD.
-Ale... On...?*dalej ludzie mają szoka*
-Oh on sie odzywa tylko wtedy kiedy coś mu jest potrzebne - gack przewrócił oczami...- naprzykład zeby mnie pouczyć ze
powinienem śpiewać oktawę niżej... Ale ale.. ja naprawde nie umiem nziej spiewać *beczy*
-Ohh kochany *tuli tuli* to wszystko z tej podrózy ^_^.
-Bo..*chlip* on jest opętany! HA !-gack nagle sie ożywił...
-Zamilcz przygłupie...-Mana zmroził go wzrokiem
-widzicie już mi grozi... ^_^
-Yyy bedziecie mieli okazje kłocic sie potem.. Chodź jeszcze musze wymacowac ci lewą część ciała *hiehie*- Youru i Gakuto
znowu znikneli w jednym z pokoi u góry...
C.D..kiedys nastąpi ? :D
- Mood:
satisfied - Music:miyavi NEW ALBUM :D
